pl en

Taqwa System

Księga Mięsa 1

Powstajemy

Powstajemy z oceanu krwi
My słudzy Mięsnej Matki
Idziemy bo iść trzeba
Idziemy na śmierć
Tylko na noc do bezdennych jam wpełźniemy cichutko
Marząc o wojnie z nami samymi ,

Las

Las drzew z kości na nich wisielece
Wiatr lekko ich buja
Powiesili się na własnych jelitach
Bo zobaczyli
Jezioro
Oczów
Nieskończoności

Strażnik

Gigant stoi wzdłuż drogi
Jego nogi są jak kolumny przegranej
Bez twarzy bez szefów
Nie boi się Boga
Jego miecz jest jak drapacz chmur
Przecina nieszczęsnych pielgrzymów
Wędrowców drogowych

Dyktator

Zrobił własny pulpit
Z zębów z nóg z głów
Siedzi za nim i rozkazuje
Swojemu biednemu ludowi
Kiedy przyjdzie czas
Rozerwą go na kawałki

O Głowie

Oto głowa jak góra
Oto głowa jak szczyt
Szczęśliwych przepuszcza
Nieszczęśliwych zgniata
Między zębami
Jak budynki

A head like a mountain

Stada

Stary rolnik z wiecznie podciętymi żyłami
Uśmiecha się perfidnie
Pasie stada tłustych much
Stada nad stadami
Much mięsnych
Miliony z nich ulecą w wieczność

Jacuzzi

Leżą w krwawym jacuzzi
Facet i dwie dziewczyny
Facet ma poderżnięte gardło
Śmieje się do rozpuku
Dziewczyny to pułapki na bezmyślnych
Leżą w krwawym jacuzzi
Z bombelkami

Góra

Góra a na niej million krzyży
Ukarani, rozpostarci, nadzy
Milliony niedoszłych Jezusów
Rozpostarci
Cicho chlipiący

Hamak

Hamak że skóry
Chuśta się chuśta
A na nim
Postać bez skóry
Krwiąca
Krzycząca
Wniebogłosy

Wieża

Wieża krzyczy wieża krzyczy przez noc
Nie ma równych tej wieży chcesz wspiąć się na sam szczyt
Zobaczyć wszystko co jest i westchnąć millionem pragnień
To nie jest jednak latarnia morska to pułapka
Wiesz że chcesz oddać jej swoje kości ale jest ratunek
Musisz kogoś zabić zrzucić z samej góry
To wieża morderców z milliona kości
Jesteś jedynym z nich

Otchłań

A w samym centrum wszystkiego
Jest otchłań nieprzebrana niewiadoma
Próbowali opuścić się na linie
Dziurowi kosmonauci
Wrócili bez oczów ale z pomysłami
Nieprzebranymi osobościami

Miecz

Miecz zakuty w skale
Miecz z kości i mięsa
Miecz jedyny
Milliony herosów próbowały go wyciągnąć
Zmarli z wycieńczenia
Dodano ich do skarbca

Formujący Mięso

Formujący Mięso cichy eksperci
Ich sztuka nad sztukami tworzy wszystko
Nikt nie wie o ich wiecznej pracy
Mają sposoby by umykać niepostrzeżenie
Tylko Mięsna Matka o nich wie
Codziennie odpoczywają w jej objęciach

Schody

Schody do nieskończoności
Zrobione z mięsa
Wiją się jak robaki
A pod nimi milliony ciał
Roztrzaskanych przez upadek

Dyplomata

Przybył z krainy technologicznych
Z książkami, retoryką, Prometeuszem pod pachą
Jednak on nie wydostał się z morza krwi
Także nikt go nie zrozumiał
Zabili go i wymazali jego imię

Świecąc

Świecąc jak latarnia morska
Olbrzym głębin niewiadomej
Ściąga do siebie kohorty pielgrzymów
A każdego z nich zje jak sardynkę
Taki ich los

Ranny

Ranny olbrzym z raną krwawiącą jak rzeka
Próbuje zatkać ranę swoją dłonią
Nie wychodzi mu to ciągle leje się z niego
Wrzeszczy gdy pielgrzymi kąpią się w jego krwi
Zabija jednego albo drugiego jako lekcja
Kiedyś cała tą krew wciągnie w siebie
I odleci do lepszych krain

Oko

A na to wszystko patrzy oko
Oko nad okami
Biologiczny teleskop
I powoli traci rozum
Swoje szaleństwo przelewa w wizje
Spływające rzeką w gardła pielgrzymów
Potem piszą, śpiewają, tańczą
Aż się skończą te ludzkie bateryjki

Zasłona

Odkryj zasłonę ze skóry
Odkryjesz teatr trzewi
Wijących się narządów
Odkryj zasłonę powiek
Zobaczysz więcej niż chcesz
Narodzi się nowy człowiek

Pancerz

Idzie wielki pancerny krab
Prosto z morza krwi
Depta maluczkich pod sobą
Ale jeden mikrus z niego drwi
A drwić to prawie jak rządzić
Zwołał posiedzieć walne
Partii pogromców krabów
Przyszli wszyscy co musieli
Nic się nie zmieniło

Fanatyk

Dwadzieścia lat już siedzi w tej dziurze
Nikt nie morze go wyciągnąć
To fanatyk dziur wielki grotołaz
Nikt nie może go przegadać
I nikomu jej nie ustąpi

Fabryka

W najgłębszych czeluściach Mięsnej Matki są fabryki
Fabryki mięsa
Uwiązali olbrzymów i kroją ich na kawałki
Jeden po jednym
Dzień po dniu
Szczęśliwi klienci nie baczą na sam proces
Ponieważ daje im mięso
My kochamy mięso ponieważ jesteśmy nim

Tłumy

Tłumy kohorty coś woła
Bastiony broni przed marzeniami
Nic nie wiedzą a idą prawie każdy z nich skona
Na stanowiska i pal chodź za nami
Dołącz do wojny ludzko-ludzkiej

Dudniąca

Dudniąca olbrzymka zadaje rytm
Tłumom tańczących pielgrzymów
Tańczą aż ukradną księżyc
Aż ziemią się roztopi i ukarze się rzecz
Rzecz nad rzeczami

Rzeka

Stoję przy rzecze krwi
I rzucam słowa na nią lecz one padają na twarz
Zamiast tego słucham szpetanych sekretów rzeczywistości
Wielu usłaszało je i popłyneło ku nieskończoności
Lecz ja stoję jak skała nienaruszalny
Smakując żelazo w powietrzu